Przejdź do treści
Wszystkie teksty

B1-B27 min czytania

Człowiek, który stanął na Księżycu, a mimo to czuł się oszustem

Kilka lat temu pisarz Neil Gaiman został zaproszony na spotkanie znanych artystów, naukowców i odkrywców. Od pierwszej chwili czuł się nie na miejscu. Był pewny, że ktoś zaraz zauważy pomyłkę i poprosi go o wyjście. Pewnego wieczoru stał z tyłu…

Kilka lat temu pisarz Neil Gaiman został zaproszony na spotkanie znanych artystów, naukowców i odkrywców. Od pierwszej chwili czuł się nie na miejscu. Był pewny, że ktoś zaraz zauważy pomyłkę i poprosi go o wyjście. Pewnego wieczoru stał z tyłu sali i zaczął rozmawiać z bardzo uprzejmym starszym panem. Mężczyzna spojrzał na tłum i powiedział, że on też zastanawia się, co tu robi. Wszyscy ci ludzie stworzyli niezwykłe rzeczy, powiedział, a on po prostu poleciał tam, gdzie go wysłano.

Tym panem był Neil Armstrong, pierwszy człowiek, który stanął na Księżycu. Gaiman opisał tę historię na swoim blogu w 2017 roku, a później potwierdził, że wydarzyła się naprawdę. Stała się jednym z najczęściej udostępnianych tekstów w internecie o uczuciu, które zna bardzo wielu ludzi: o poczuciu, że nie zasługujesz na własny sukces.

Dwie psycholożki i 150 kobiet sukcesu

To uczucie dostało wreszcie nazwę w 1978 roku. Dwie amerykańskie psycholożki, Pauline Rose Clance i Suzanne Imes, opublikowały artykuł zatytułowany „Zjawisko oszusta u kobiet osiągających wysokie wyniki”. Pracowały z ponad 150 kobietami, którym się powiodło: wykładowczyniami, studentkami i specjalistkami. Wiele z nich miało świetne wyniki, nagrody i dyplomy. Mimo to potajemnie wierzyły, że wcale nie są inteligentne, a inni po prostu dali się nabrać.

Clance i Imes ostrożnie dobierały słowa. Pisały o „zjawisku oszusta”, a nie o „syndromie oszusta”. Clance tłumaczyła później, że nie chciała, by wyglądało to na kolejną rzecz, która rzekomo jest z kobietami nie tak. Ten szczegół ma znaczenie do dziś. Syndrom oszusta nie jest diagnozą medyczną. Nie ma go ani w DSM‑5, ani w ICD‑11, czyli w dwóch głównych spisach zaburzeń psychicznych, z których korzystają lekarze. To doświadczenie, a nie choroba.

Na początku obie psycholożki sądziły, że to doświadczenie jest typowe dla kobiet. Późniejsze badania pokazały coś innego, o czym za chwilę.

Zepsuta waga w twojej głowie

Sercem tego doświadczenia nie jest niska samoocena. To dziwny sposób tłumaczenia własnych wyników. Kiedy coś się udaje, człowiek mówi: miałem szczęście, zadanie było łatwe, wykładowca mnie lubił, pracowałem dwadzieścia godzin zamiast pięciu. Kiedy coś się nie udaje, mówi: oto prawda o mnie, po prostu jestem za słaby.

Valerie Young, ekspertka prowadząca warsztaty na ten temat, porównuje to do zepsutej wagi kuchennej. Krytyka i błędy trafiają na wagę i ważą bardzo dużo. Pochwały i dobre wyniki trafiają na tę samą wagę i nie ważą prawie nic. Nic, co powiedzą inni, nie zmienia liczby na wyświetlaczu.

Clance opisała też koło, które powtarza się bez końca. Zwykle zaczyna się od nowego zadania: nowej pracy, egzaminu, pierwszej prezentacji. Najpierw pojawiają się lęk i zwątpienie. Potem człowiek reaguje na jeden z dwóch sposobów: albo przygotowuje się o wiele za długo, albo odkłada wszystko na ostatnią noc. Wynik zwykle jest dobry, ale nie ma dumy — jest tylko ulga. A sukces zostaje wytłumaczony inaczej: to przez ogrom pracy albo przez szczęście, nie przez umiejętności. Następne zadanie zaczyna się więc w tym samym punkcie i koło rusza od nowa.

Ilu ludzi tak się czuje?

Pewnie widziałeś już liczbę „70%” w jakimś artykule na ten temat. Pochodzi ona z badania, które Clance przeprowadziła w połowie lat osiemdziesiątych razem z psycholożką Gail Matthews. Okazało się, że około 70% osób z bardzo różnych zawodów choć raz w karierze czuło się oszustami. Matthews zauważyła też, kiedy zdarza się to najczęściej: na początku nowej pracy albo wtedy, gdy ktoś robi coś, czego nikt wokół wcześniej nie robił.

Ta liczba jest popularna, ale niezbyt dokładna. W 2020 roku zespół pod kierunkiem doktor Deny Bravaty ze Stanfordu opublikował pierwszy duży przegląd dowodów naukowych w Journal of General Internal Medicine. Zebrano 62 badania z udziałem 14 161 osób. Wyniki były zaskakująco rozrzucone: od 9% do 82% osób w grupie miało poczucie bycia oszustem — w zależności od użytej ankiety i od tego, gdzie badacze stawiali granicę między „zwykłym zwątpieniem” a „oszustem”.

Przegląd obalił też kilka mitów. Takie odczucia były częste zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. Pojawiały się w każdym wieku, od nastolatków po doświadczonych specjalistów pod koniec kariery. Szczególnie silne były u osób z mniejszości etnicznych. Często szły w parze z lękiem, depresją, niezadowoleniem z pracy i wypaleniem zawodowym. Dokładny procent pozostaje więc niejasny, ale jedno jest pewne: jeśli tak się czujesz, jesteś w bardzo licznym towarzystwie.

Pięć masek oszusta

Valerie Young zauważyła, że u różnych ludzi wygląda to inaczej. W książce z 2011 roku opisała pięć typów. Perfekcjonista uważa 99 punktów na 100 za porażkę. Superczłowiek pracuje dłużej niż wszyscy, żeby udowodnić, że należy mu się miejsce. Naturalny Geniusz wierzy, że prawdziwy talent to robienie wszystkiego bez wysiłku, więc każda trudność wydaje mu się dowodem głupoty. Samotnik nie chce prosić o pomoc, bo prośba pokazałaby słabość. Ekspert zbiera jeszcze jeden kurs i jeszcze jeden certyfikat, a i tak nie czuje się gotowy, żeby zacząć.

Te typy to nie tylko ładny pomysł z książki. Podczas serii warsztatów dla studentów medycyny, lekarzy i pracowników uczelni w USA w latach 2019–2021 zapytano o nie 198 osób. 57% miało poczucie bycia oszustem. Wśród nich 42% rozpoznało siebie w Ekspercie, 34% w Samotniku, 31% w Superczłowieku, a 25% w Perfekcjoniście. Kiedy zapytano, skąd biorą się te odczucia, 72% wskazało oczekiwania rodziców.

Nieoczekiwana dobra wiadomość

Niemal wszystko, co pisze się o syndromie oszusta, mówi, że jest szkodliwy. Basima Tewfik, profesorka w MIT Sloan School of Management, postanowiła to sprawdzić. Oddzieliła samą myśl — „inni uważają mnie za lepszego, niż jestem naprawdę” — od bolesnych emocji, które jej towarzyszą. Następnie zbadała, co dzieje się w pracy, w czterech badaniach z udziałem 3603 osób.

Wyniki, opublikowane w Academy of Management Journal w 2022 roku, były nieoczekiwane. Pracownicy, którzy często mieli takie myśli, byli oceniani przez innych jako skuteczniejsi w kontaktach z ludźmi. Powód jest prosty: ponieważ nie byli pewni siebie, zwracali większą uwagę na innych. Wśród młodych lekarzy na szkoleniu ci z większą liczbą takich myśli lepiej utrzymywali kontakt wzrokowy, częściej kiwali głową i zadawali lepsze pytania. Pacjenci opisywali ich jako osoby, które lepiej słuchają. A ich wyniki pracy wcale się nie pogorszyły.

Tewfik ostrzega przed błędnym wnioskiem. Mówi wprost, że to nie czyni takich myśli czymś dobrym, bo nadal obniżają one samoocenę i liczbę pozytywnych myśli. Są dużo zdrowsze sposoby, żeby nauczyć się słuchać ludzi. Ale badanie trochę zmienia obraz: to uczucie nie jest dowodem na to, że coś jest w tobie zepsute.

Co więc naprawdę pomaga?

Oto uczciwy fakt: kiedy zespół Bravaty szukał badań sprawdzających metody leczenia syndromu oszusta, nie znalazł ani jednego. Nikt jeszcze nie udowodnił, że konkretna metoda działa lepiej niż inne. To, co mamy, to strategie wywodzące się z praktyki psychologicznej i z wiedzy o tym, jak te odczucia działają.

  • Powiedz to na głos. Clance i Imes nie bez powodu pracowały z grupami. Ich pacjentki były zaskoczone, gdy słyszały, jak osoby sukcesu opisują dokładnie tę samą tajemnicę. Myśl „tylko ja jestem tu oszustką” nie przeżywa takiej rozmowy.
  • Zbieraj dowody. Prowadź plik z konkretnymi opiniami, skończonymi projektami i rozwiązanymi problemami. Uczucia mają słabą pamięć. Plik nie ma.
  • Sprawdzaj swoje wyjaśnienie. Po sukcesie zapytaj siebie, co powiedziałby o nim dobry przyjaciel. Jeśli twoja odpowiedź to zawsze „szczęście”, wypisz, jakie umiejętności były naprawdę potrzebne.
  • Spodziewaj się tego na starcie. Nowa praca albo pierwszy duży projekt to dokładnie ten moment, w którym te odczucia przychodzą. Kiedy wiesz o tym wcześniej, łatwiej odczytać je jako coś normalnego, a nie jako ostrzeżenie.
  • Proś o pomoc świadomie. Jeśli rozpoznajesz w sobie Samotnika, zadanie pytania jest małym eksperymentem. Nikt nie przestanie cię szanować, a odpowiedź dostaniesz szybciej.
  • Pozwól, żeby było trudno. Talent to nie umiejętność zrobienia wszystkiego za pierwszym razem. Męczenie się z trudnym zadaniem nie jest dowodem przeciwko tobie — tak właśnie wygląda uczenie się.

Jeszcze jedna ważna rzecz. Takie odczucia często idą razem z lękiem i depresją, a przegląd ze Stanfordu pokazał, że te problemy wzmacniają się nawzajem. Jeśli zwątpienie trwa miesiącami, zabiera sen albo odsuwa cię od szans, warto porozmawiać z psychologiem lub lekarzem. To nie słabość, tylko ta sama logika co wizyta u dentysty, gdy boli ząb.

Może dorosłych w ogóle nie ma

Na końcu swojej opowieści Gaiman pisze o chwili, w której Armstrong uświadomił mu coś ważnego.

Skoro Neil Armstrong czuł się oszustem, to może czuli się tak wszyscy.

Być może to najbardziej przydatna myśl w całym temacie. Ludzie, którzy wydają się całkowicie pewni siebie, często po prostu lepiej ukrywają to samo zwątpienie. Nikt nie ma certyfikatu, który udowadnia, że zasłużył na swoje miejsce. Są tylko ludzie, którzy pracują, czasem mają szczęście i czują się nieco ponad swoje siły, co zwykle oznacza, że robią coś nowego.

Pytanie nie brzmi więc, jak sprawić, żeby to uczucie zniknęło na zawsze. Jest mniejsze i bardziej praktyczne: co zrobisz następnym razem, kiedy cię odwiedzi — uwierzysz mu czy mimo wszystko będziesz pracować dalej?

Zacznij dziś czytać w nowym języku

Za darmo na iPhone’a i iPada. Twoja pierwsza książka jest o jedno dotknięcie.

Pobierz z App Store
Zeskanuj aparatem iPhone’a