Jak rodzą się trendy modowe

Dziesięć lat temu nikt nie założyłby masywnych sneakersów do formalnego garnituru. Dziś prawie nikogo to nie dziwi. Gdzieś pomiędzy szkicownikiem projektanta a twoją własną szafą pewien pomysł przebył tysiące kilometrów, przeszedł przez setki rąk i po cichu stał się „normalny”. Ale kto tak naprawdę decyduje o tym, co nosimy? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana — i bardziej demokratyczna — niż większości ludzi się wydaje.

Wszystko zaczyna się od sygnału, nie od decyzji

Trendy modowe rzadko zaczynają się od tego, że ktoś ogłasza: „To będzie popularne w przyszłym roku”. Zamiast tego rodzą się jako małe sygnały: muzyk zakłada na scenie niecodzienną kurtkę, uliczny fotograf uwiecznia stylizację nieznajomej osoby w Seulu, albo właściciel sklepu z ubraniami vintage zauważa, że spodnie cargo z lat 90. nagle znikają z półek. Żaden z tych momentów sam w sobie nie wydaje się ważny. Stają się „trendem” dopiero wtedy, gdy wystarczająco wiele osób zauważy ten sam sygnał mniej więcej w tym samym czasie.

Projektanci i marki zatrudniają prognostów trendów, których jedynym zadaniem jest wychwytywanie tych wczesnych sygnałów, zanim się rozprzestrzenią. Ci specjaliści analizują pokazy mody, media społecznościowe, wystawy sztuki, a nawet nastroje polityczne, ponieważ ubrania często odzwierciedlają to, jak ludzie czują się wobec otaczającego ich świata. Fala jasnych, radosnych kolorów, na przykład, zwykle pojawia się w okresach ożywienia gospodarczego, podczas gdy stonowana, praktyczna odzież często dominuje w czasach niepewności.

Od „trickle-down” do „trickle-up”

Przez większą część dwudziestego wieku moda podążała za prostym schematem znanym jako „trickle-down” (skapywanie w dół): drogie domy mody w Paryżu czy Mediolanie tworzyły nowe style, zamożni klienci nosili je jako pierwsi, a tańsze wersje ostatecznie trafiały do zwykłych sklepów. Kierunek wpływu był jasny — od góry społeczeństwa w dół.

Ten schemat całkowicie się odwrócił. Niektóre z największych trendów ostatniej dekady — oversize’owy streetwear, masywne sneakersy czy maleńkie okulary przeciwsłoneczne — wcale nie narodziły się w luksusowych pracowniach. Zaczęły się od skejterów, muzyków czy nastolatków eksperymentujących na ulicy, często z konieczności, a nie jako wielka deklaracja stylu. Marki luksusowe zauważyły później te style, zapożyczyły je, a następnie sprzedały z powrotem po znacznie wyższej cenie. Socjologowie nazywają to dziś modą „trickle-up” (skapywanie w górę), co gruntownie zmieniło to, kto ma władzę w branży: już nie tylko projektanci, ale też zwykli ludzie z aparatem i publicznością.

Algorytmy dołączyły do rozmowy

O ile kiedyś prognostycy trendów polegali na instynkcie i podróżach, dziś polegają też na danych. Media społecznościowe potrafią pokazać, niemal w czasie rzeczywistym, jakie kolory, sylwetki czy dodatki przyciągają uwagę w milionach postów. Jedno wideo pokazujące nowy sposób łączenia starej kurtki może zostać obejrzane przez dziesiątki milionów ludzi w ciągu kilku dni, a fabryki potrafią reagować znacznie szybciej niż dwadzieścia lat temu.

To stworzyło znacznie krótszy cykl między „pomysłem” a sytuacją, w której „każdy to ma”. Trend, który kiedyś potrzebował dwóch lub trzech lat, by przejść z wybiegu do centrum handlowego, teraz może rozprzestrzenić się w ciągu kilku tygodni. Firmy fast fashion zbudowały całe modele biznesowe wokół tego tempa, wypuszczając nowe ubrania niemal codziennie, aby nadążyć za tym, co akurat jest modne w sieci. Krytycy twierdzą, że ta nieustanna rotacja skłania ludzi do kupowania — i wyrzucania — znacznie więcej ubrań, niż faktycznie potrzebują, co rodzi poważne pytania o marnotrawstwo i zrównoważony rozwój.

Dlaczego niektóre trendy znikają, a inne zostają

Nie każdy trend przetrwa. Większość znika po jednym sezonie i jest później wspominana głównie ze starych zdjęć. Trend zwykle trwa dłużej, gdy rozwiązuje realny problem — na przykład wygodne buty, które mimo to wyglądają stylowo — zamiast istnieć wyłącznie ze względu na nowość. Trendy przetrwają też dłużej, gdy łączą się z czymś, co ludzie już odczuwają: nostalgią za dekadą z dzieciństwa, pragnieniem indywidualności czy chęcią przynależności do konkretnej społeczności.

Co ciekawe, wiele „nowych” trendów to po prostu stare trendy powracające w nieco innej formie. Historycy mody często opisują dwudziestoletni cykl, w którym style konkretnej dekady wracają do mody mniej więcej dwie dekady później, na nowo zinterpretowane dla nowego pokolenia. To, co za pierwszym razem wydawało się świeże i buntownicze, często ponownie wydaje się świeże i buntownicze — tylko z innymi tkaninami i inną ścieżką dźwiękową.

Teraz więcej ludzi niż kiedykolwiek ma głos

Być może najciekawszą częścią tej historii jest to, kto w niej uczestniczy. Moda była kiedyś kształtowana niemal wyłącznie przez wąskie grono projektantów, redaktorów i kupców. Dziś każdy, kto ma telefon, może wpłynąć na to, co miliony ludzi będą nosić w następnym sezonie, po prostu publikując zdjęcie, które rezonuje z innymi. Trend nie jest już przekazywany z góry — jest dosłownie budowany, zdjęcie po zdjęciu, przez ludzi, którzy się nim dzielą, co dowodzi, że styl w ostatecznym rozrachunku należy do wszystkich, którzy zdecydują się go nosić.

Start your reading-based language journey today

Download Booklex and keep learning with practical guides in our catalog.

Download on the App Store